Miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie na temat procesu żałoby, należącego do bloku konferencji naukowej "Radość mimo bólu", odbywającej się w zeszłym roku na UŚ w Katowicach. Jedna z myśli, jakie zapamiętałam, dotyczyła życia religijnego ojca, który stracił dziecko w wyniku ciężkiej choroby onkologicznej. Skarżył się on księdzu, że nie ma już życia religijnego, że zapomniał o Bogu. Gdy duchowny poprosił go o szczegóły okazało się, że pogrążony w bólu mężczyzna codzinnie targuje się z Bogiem, wręcz kłóci się z nim, oskarża, pyta z żalem: "Dalczego? Dlaczego mi to zrobiłeś? Jaki jest sens wierzyć w Ciebie, skoro zabierasz niewinne dzieci?". Mężczyzna tak naprawdę ma bogacte życie duchowe i co najważniejsze, stały kontakt z Bogiem. Okazuje się, że modlitwa może mieć różną postać. Doświadczenia, jakie nas spotykają nieraz sprawiają, że w danej sytuacji nie potrafimy modlić się inaczej, niż w bólu, żalu. I nie musimy. Bóg kocha w nas wszytsko i z miłością przyjmuje nasz ból. Najważniejsze to nie przestawać szukać z nim kontaktu, pytać, wątpić, ale nigdy nie skostnieć, zamknąć. Książka, którą polecam każdemu to prezent, który dostałam od mamy. Dzięki niej uświadomiłam sobie jak wielka siła tkwi w nawet drobnych aktach modlitwy jak znak Krzyża Świętego, modlitwie Ojcze Nasz, wypowiedzianej z pełną świadomość znaczenia jej słów, a także tzw. aktach strzelistych. Akty strzeliste to bardzo krótkie zawołania do Boga, Maryi, aniołów czy świętych, którymi możemy się posługiwać nawet w ciązgu zabieganego dnia. Tylko niektóre z nich to: "O Najświętsze Serce Jezusa, w Tobie pokładam mą ufość", "Bądź wola Twoja", "Jezu cichy i pokornego serca, uczyń me serce podobnym do Twego", "Jezu, Jezu, Jezu" (więcej aktów strzelistych można znaleźć też w popularnych skarbcach). Gdy myślę o aktach strzelistych pojawia mi się w głowie pewna metafora. Krótkie te zawołania są jak sms-y, wysyłane w ciągu dnia, do kochanej osoby. Krótkie, ale jakże cieszące drugą stronę.Wspomniana książka jest niezwykła o tyle, że pozwala spojrzeć zupełnie na nowo na znane nam, utarte słowa, o których znaczeniu łatwo zapomnieć. Tak np. jest z imieniem Jezusa. Wg autorów, św. Paweł mówi, "że za każdym razem, gdy wypowiadamy [Jego] imię (...) [z właściwą mu czcią]: 1) sprawiamy największą radość i przydajemy chwały Ojcu Przedwiecznemu, Maryi, wszystkim aniołom i świętym w niebie!;2)(...)otrzymujemy obfitość łask i błogosławieństwo; 3) odpędzamy diabła od swego boku; 4) chronimy się przed wszelkiego rodzaju złem. Św. Paweł radzi nam, abyśmy wszystko, co robimy, robili w imię Jezusa". Zachęcam do lektury- P. O'Sullivan OP "Jak być szczęśliwym. Jak być świętym", wyd. Exter, Gdańsk 2005. Moim zdaniem alternatywym tytułem książki, mógłby być: "Jak sprawić, aby Bóg był z nami szczęśliwy".
